2/05/2014

ESSIE CARNIVAL



Gdy nie ma pieniędzy na "niezbędne" nam w danym momencie ubrania, a cierpimy na nagłą potrzebę poprawy humoru - po co kobieta najczęściej sięga w sklepie? Kierunek? Drogeria - lakiery do paznokci. Coś kolorowego, błyszczącego, co przykuje uwagę - takie sroki z nas już, no.  Tak moi drodzy - strasznie popularny scenariusz. Któregoś pięknego poranka obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam lekko zniesmaczona jakim to prawem ktokolwiek wyciąga mnie o godzinie dziesiątej z łóżka. Moim oczom ukazał się średniej wysokości pan z kozią bródką, tak miły i pogodny, że od samego kontaktu poprawił mi się humor i nagle "wczesna" pobudka została wybaczona. A gdy powiedział magiczne słowa "mam dla Pani paczkę" to grzechy zostały mu odpuszczone. Zawartość przesyłki zwaliła mnie z nóg - zwłaszcza, że niczego się nie spodziewałam! Dzięki ESSIE! :) Dziś mam okazję pokazać wam cztery lakiery z limitowanej edycji Carnival. Biżuteria w małej buteleczce. No może nie aż tak małej bo pojemność lakieru to 13,5 ml. Regularna cena - 37 zł. Testowałam je na swoich paznokciach i mój faworyt - HORS D'OEUVRES trzymał się na nich 8 dni! Moim zdaniem jest to taki typ lakieru, który najlepiej używać z innym odcieniem; uzupełniamy nim pojedyncze paznokcie gdyż malując całą rękę na dany kolor moglibyśmy osiągnąć dość kiczowaty efekt.



Wspomniałam już o moim faworycie. HORS D'OEUVRES. Płynny złoty brokat z dużymi, biżuteryjnymi srebrnymi elementami. Na początku myślałam, że jest to po prostu top coat, którym powinniśmy pokryć jakiś kolor lakieru - jak to zazwyczaj bywa z brokatem. Dumnie pomalowałam swoje paznokcie na czerwono; niech będzie trochę przepychu - a co! W miarę nałożenia pierwszej warstwy mojego nowego nabytku na warstwę wcześnej nałożonego intensywnego koloru robiłam coraz większe oczy. Czemu? Bo zakrył on moją czerwień. Okazało się, że to żaden top coat tylko kryjący lakier - i to pełną parą :D Muszę wspomnieć, że zrobienie zdjęć tym produktom graniczyło z cudem :D Podchodziłam do tego ze trzy razy i nigdy nie wychodziły jak w realu.  Dziś w końcu wyszło piękne słońce - i się udało! :) 


Kolejny lakier - LOTS OF LUX. Matko, jak ja nie znoszę tego koloru. Kojarzę, że mój tato miał taki w swoim kuferku na akcesoria do łowienia ryb. Podeszłam mocno sceptycznie, ale spróbować musiałam.
Jakież było moje zdziwienie gdy zamiast brokatowego, dyskotekowego niebieskiego zrobił się chabrowy... piaskowiec! :) Uwielbiam lakiery o takiej fakturze:) 


Pozostając w kręgu niebieskich elementów. Kolejny drobny złoty brokat, ale tym razem zamiast dużych srebrnych drobin - średniej wielkości chabrowe kropeczki. Strasznie urocze. Jednak dużo mniej kryjący niż HORS D'OEUVRES. Przez brak srebra w świetle wygląda na dużo bardziej złoty. 


Przychodzi czas na prezentacje na paznokciach. Tfu, nie paznokciach tylko ogryzkach. Właśnie skończyła mi się sesja na uczelni; pomijając niezdrowy tryb odżywiania i mało snu w tym okresie to nerwy również zrobiły swoje. Ale obiecuję, że za niedługo pokażę go już na dużo bardziej zadbanych pazurkach! :) 


A co z czwartym lakierem? Nie otworzyłam! :) 
Pomyślałam, że fajnie będzie jak przetestuje go któraś z was. :) Po więcej info zapraszam tutaj:


A wam jak się podobają?
Poeksperymentowałybyście z takim typem lakierów?
Buziaki,
Rox.

2 komentarze:

  1. Ładne lakiery -chętnie wypróbowałabym któryś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne są!!! Uwielbiam essie ale nie mam żadnego brokatowego jak na razie, chyba pora się skusić na jakiś... :)

    OdpowiedzUsuń